Search
  • Marta

taka tam wolna sroda



Z głębokiego snu wyrywa mnie budzik męża. Przez kilka chwil nie wiem jaki jest dzień, ani co się dzieje.


Miejsce mojej pracy zamykane jest na okres jednego tygodnia w ciągu świąt Bożego Narodzenia oraz na tydzień przed Wielkanocą. „Mam wolne” – tak mówią, więc w planach mam błogie lenistwo.


Słyszę także wołanie z drugiego pokoju „mama, mama”. Jako, że nie otworzyłam jeszcze oczu – w myślach proszę, aby był to dalszy ciąg snu.


Wołanie się nasila, Adam idzie po młodego.


Wiem, że za kilka sekund, kilku kilogramowy syn skoczy mi na głowę. Wdech – wydech... i bam! Jest!


„Wakey, wakey mama” słyszę z taką intensywnością decybeli, z jaką podchodzą samoloty do lądowania w rejonach lotniska Heathrow.


Otwieram oczy...


Młodego już nie ma, przybiega po 3 sekundach z książką o owocach, „proszę mama, czytaj” mówi.

No to czytamy, zadajemy pytania, rozmawiamy o kolorach.

Koniec.


Znów siup i nie ma, przybiega z książeczką po angielsku –czytamy, liczymy, standardowo powtarzamy kolory – po polsku i angielsku.


Siup, kolejna do kolekcji, tym razem jakaś o pszczółce Mai i kształtach. Liczymy kąty, kolory, rozmawiamy o Mai, Guciu i Filipie. Pokazujemy literki i powtarzamy znowu kształty.

Koniec.


Teraz moja kolej. Nie podnosząc głowy z poduszki zaczynam wydawać polecenia.


„Młody idź na nocnik” – poszedł od razu.

Uff... mam 2 minuty dla siebie.


Teraz to naprawdę trzeba wstać. Czynności higieniczne trzeba wykonywać w tempie ekspresowym, nie ma chwili do stracenia. Dwie minuty opóźnienia i możesz rozpocząć dzień od szorowania podłogi w łazience- a przecież tego nie chcemy, prawda?


Myjemy ręce, buzię, zęby.


Czas na przebranie. On zawsze ma wybór – kładę dwie pary spodni, dwie koszulki, dwie pary majtek i z tego młody wybiera w co chce się ubrać.

Jak spodnie nie robią na nim większego wrażenia, to już wybór bielizny owszem. Dinozaury, kształty, miś Paddington czy Spider Man- sami przyznajcie, wybór jest imponujący. Dziś padło na misia.


Proszę aby pozanosił książki do swojego łóżka. Teraz ja się ubieram. O makijażu mogę zapomnieć. Nakładam tylko krem i serum - będzie miało czas się wchłonąć.


Następnie ścielenie łóżka – bez tego nie da rady. Mam pomocnika więc jest to

bardzo proste zadanie.


Schodzimy na śniadanie. Jest gotowe- trzeba tylko podgrzać.

Jem i ja i Janek.

Co chwilę się mnie pyta „what are you doing?”, „what is that?” czy ulubione “why?”.

W ciszy śniadań nie jem.


Zjedzone, wynosimy naczynia do kuchni. Daję mu witaminy i sama też biorę swoje.


Teraz czas na zrobienie spienionego mleka (dziś owsiane) dla syna i przygotowanie matcha dla mnie.


Gotowe.


Pijemy. To znaczy ja się delektuję, młody skończył swój kubek chyba w ciągu 30 sekund.


Wziął klocki – usiadł.


Korzystając z okazji wstawiłam pranie – włączyłam, bo ubrania wrzuciłam do bębna wieczorem.

Dziękuję za pralkę i program 40 minut.


Wracam do matchy.


Podchodzi ...


Muszę napompować balon, co też czynię. Następnie razem liczymy klocki z których wybudował wieżę.


Łyk matchy.


„Mama pomóż”.

Otwieram jakieś pudełko, młody się bawi.


Siadam na krzesło, biorę jeszcze ciepły kubek do ręki.

Ponownie... „mama pomóż” – tym razem w ruch poszły naklejki.

A co jest na obrazku? Pytam. Krowa – odpowiada. Podobnych zapytań pada około dziesięciu.


Kolejny łyk, coraz chłodniejszej matchy.


Janek siada obok, kładzie notesy i wykleja naklejki.


Ja biorę swój notatnik i spisuję listę rzeczy do zrobienia na dziś i do kupienia na święta. Zostajemy na Wielkanoc w Londynie a jeżeli chce się zjeść żurek zamiast pad thaia w niedzielę. to trzeba spisać listę i pojechać pociągiem do polskiego sklepu. A to już sami przyznacie, wymaga odrobiny zaplanowania.


Ja skończyłam, więc biorę do ręki dzbanek z bukietem tulipanów, który należy już wymienić i wynoszę do kuchni. Przecieram też stół.


Wracam, młody już na podłodze liczy.

„Mama siadaj”.

Liczymy po polsku i angielsku do 10 i idzie nam to świetnie. W sumie to liczymy wszystko, palce, klocki, naklejki, krzesła.


Wstał, odszedł, wrócił tym razem z książką.

Czytamy. Następnie śpiewamy i się śmiejemy.


Okej. Sprzątamy klocki. Na szczęście tu nie muszę wiele robić.

Kończę zimną już matchę.


Teraz gra balonem.


Słyszę, że pranie się skończyło. Zachęcam młodego, przynosimy oraz rozwieszamy je razem. Zapowiadali 18 stopni dzisiaj więc szkoda nie skorzystać.


Wynoszę kubki do kuchni.

Nieśmiało spoglądam na zegarek... jest 8:57 rano.

Śmieję się sama do siebie, patrzę przez okno i mówię na głos „to będzie piękny dzień”.


Ps. To jest moje życie i je kocham. Wiem, że później obejrzę grę o tron, porozmawiam przez telefon, zrobię zakupy online, wyjdę na spacer - kupię sobie kawę, znajdę chwilę na książkę i wstawienie kolejnego prania. Jak młody zaśnie to włączę sobie jakąś mądrą piosenkę i będzie to moja modlitwa. Następnie w ciszy zrobię makijaż a we włosy przypnę spinkę. Już wiem, że opiszę mój poranek i dodam go na stronę. Mam też masę przygotowanych zabaw więc nie będziemy się nudzić - spokojnie :)


Cudnego dnia!






© 2023 by Closet Confidential. Proudly created with Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now