Search
  • Marta

O tym co odkryłam na emigracji



Grudzień, miesiąc ostatni z mijającego roku. Podczas niego często nachodzi mnie refleksja, co takiego szczególnego udało zrobić mi się w tym roku, a co jest jeszcze jest do zrobienia.

Przyznam się szczerze, że był to dość aktywny czas. Spełniłam kilka moich celów i nawet dwa marzenia. Nie był to zawsze czas wesoły i kolorowy, ale w kryzysowych sytuacjach dostajemy jakąś dodatkową dawkę siły, dzięki której możemy stanąć znowu na nogi.


Nie czas jeszcze na podsumowania, bo jak to śpiewała Anita Lipnicka "wszystko się może zdarzyć", ale na pewno mogę napisać kilka słów o tym co odkryłam w tym roku na emigracji.

Brzmi mało świątecznie jak na grudniowy wpis, ale przeczytajcie proszę do końca, święta się pojawią.


Mieszkając w 8 milionowym Londynie, już ponad 6 lat, nauczyłam się wiele o sobie i o innych. Odkrywałam to niesamowite miasto a także podróżowałam po innych częściach globu.

Pracując z ludźmi z różnych zakątków świata, nauczyłam się więcej o sobie niż bym przypuszczała.

Istnieją kraje i kultury w których nie wypada mówić "nie", wiec wyobraźcie sobie moją frustrację w pracy, kiedy to dopytując się koleżanki czy skończyła swoją część ważnego projektu odpowiadała bez zająknięcia "tak" po czym wychodziło, że była na samiusieńkim początku. Ona nie miała złych intencji - nie potrafiła powiedzieć "nie".


Lekcje pokory otrzymywałam także od rodaków, którzy nie ułatwiali mi początków mojego pobytu, ale te czasy już dawno za mną i ciesze się za te momenty. Sprawiły, że jestem silniejsza.


Znajomi...

Oczywiście tęsknota za tymi pozostawionymi w Polsce sięgała czasem zenitu (a także tymi, który wyjechali w inne części Europy) jednak z perspektywy czasu udało się utrzymać znajomości - choć wymagało to dużo pracy i zaangażowania z obu stron.

Ostatni przyjazd mojej koleżanki Sandry (sprawdźcie jej stronę, ja jestem tam częstym bywalcem - sandrapanus.pl) z rodzina do nas umocnił mnie w przekonaniu, ze niektórzy ze znajomych pojawiają się i zostają z nami na wiele lat. Niektórzy pojawią się tylko po to aby odejść. Taka kolej rzeczy i nic na to się nie poradzi (z perspektywy czasu można zobaczyć jakie lekcje właśnie z nimi przerobiliśmy).


Poznałam wspaniałych ludzi z Polski, Europy, Świata. Byłam na ślubie i weselu między innymi mojej koleżanki z Zimbabwe i było to bardzo wzruszające doświadczenie. Chociaż szczerze, atmosfera była zbliżona do polskiej.

Na naszym ślubie gościliśmy znajomych z Kanady, Anglii, Cypru. Różnorodność jest fajna, ciekawa i fascynująca, ważne aby wyznawać podobne wartości i nie mowie tu tylko o religii. Moja kolejna bardzo dobra znajoma pochodzi z Pakistanu i wierzy w innego Boga niż ja, nie przeszkadza nam to w tym aby modlić się za siebie wzajemnie, kiedy spotykają nas jakieś trudności (i mowie to całkowicie poważnie).



Smaki, o... o nich to mogę opowiadać. W Londynie zauroczyłam się:

- pad thai'em (mocno skropiony limonka, z pokruszonymi obficie orzeszkami),

- zupą curry laksa,

- plantainem (wygląda jak banan ale smakuje wytrawnie),

- okrą ( takie połączenie papryki, ogórka i cukinii),

- acai bowl,

- sushi (chociaż wcześniej tez bardzo lubiłam),

- kuchnią indyjską, tajską, japońską, chińską, (o dziwo nie brazylijską - bo co mi po stekach),

- matcha latte.


Jednak jeśli mam się Wam do czegoś przyznać to muszę cofnąć się pamięcią wstecz 2 lata, do Wigilii dokładnie.

Spędzałam je z Adamem (w końcówce ciąży) w Londynie. Nie brakowało nam (prawie) niczego: był barszcz, pierogi, sałatka jarzynowa, krokiety, śledzie, ryba po grecku...byliśmy my!

Były to jednak najsmutniejsze święta w moim całym życiu. Tak mi się wtedy wydawało i bardzo się myliłam.




Brakowało bliskich i znajomych, brakowało zapachu domu, brakowało tej świątecznej awantury - wróć! miało być atmosfery, brakowało kurzu na szafie i gorączkowego ubierania choinki. Brakowało rozmów o wszystkim i niczym i czasem dziwnych spojrzeń. Brakowało tego barszczu na który czeka się cały rok, brakowało TEJ sałatki, która wykonana w domu rodzinnym smakuje zupełnie inaczej niż gdzie indziej (do dziś nie wiem jak to się dzieje, przepis należy do najłatwiejszych: ugotowane warzywa, majonez, sol, pieprz - to chyba musi być magia). Brakowało tego "no to chyba czas zobaczyć co Mikołaj przyniósł". Brakowało słuchania fragmentu Pisma czytanego przez mojego brata, który robi to po mistrzowsku i brakowało tego pospiechu.






Myślę, jednak z perspektywy dwóch lat, że nie o to chodziło. To był specjalny czas i tylko dlatego to tak mocno uderzyło.


Rozmawiałam ostatnio z Sandra, które ostatnie święta spędziła z mężem i dziećmi w Tajlandii i choć brakowało jej najbliższych, była bardzo szczęśliwa. Spełniała swoje marzenia i miała swoje skarby obok.


Podobnie było ze mną, miałam wszystko a chciałam więcej.


W tym czasie warto zastanowić się nad tym co mamy i po prostu się tym cieszyć. Nie ma znaczenia czy czekasz na lotnisku bo odwołali Twój lot do domu. Nie liczy się to czy na waszym stole będzie tyle jedzenie ile wyżywiło by mała biedną wioskę czy będzie na nim tylko chleb i pierogi. To na prawdę nie ma znaczenia co dostaniesz pod choinkę

(umówmy się, Mikołaj nie przynosi prezentów niegrzecznym) i ile to będzie warte. Najważniejsze jest to co masz w sercu i czy potrafisz z wdzięcznością przyjąć to co masz w danej chwili.

Nie wybiegać myślami... co jeszcze.... czego brakuje... co by się przydało.... tylko cieszyć się z tego co jest.

Wiem, nie zawsze jest łatwo. Choroba, śmierć, ból, strata - ja to wszystko rozumiem, ale czasem a praktycznie zawsze, jest coś za co możemy być wdzięczni (uśmiech znajomego, życzliwa osoba, modlitwa za nas, dach nad głową, dwie ręce).


Tego własnie nauczyłam się ( i ciągle uczę) na emigracji.

Przyjąć to co jest, z otwartym i wdzięcznym sercem bo może się okazać, że tak jak w moim przypadku, mimo tego, że miałam wszystko nie potrafiłam się cieszyć.

A tak miedzy nami, nie miałam nigdy, ani jednej smutnej Wigilii. Był to czas nostalgii i tęsknoty ale nie smutny. Nie widziałam tego wtedy, ale widzę teraz.


Życzę Wam tego przekonania, że macie wszystko. Nie potrzebujecie do tego zaliczenia, upadków, trudnych lekcji czy wydarzeń. Po prostu macie wszystko!





Pozdrawiam,


Marta







© 2023 by Closet Confidential. Proudly created with Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now