Search
  • Marta

O pewnym doniczkowym, zwyklym kwiatku


Po głowie od jakiegoś czasu chodzi mi historia pewnego kwiata.

Nie mam na myśli Epiphyllum- czyli „kwiata jednej nocy” ani kwiata paproci. Nie jest to też jakiś niespotykany kwiat.


Historia będzie ta o zwykłym doniczkowym storczyku.

Nauczył mnie trochę, więc może on nie jest taki zwykły?

Przed kilkoma laty mieszkaliśmy na Putney w pewnym mieszkaniu.

Jednej soboty, niedługo po zamieszkaniu tam, zaprosiliśmy grupę znajomych na tak zwaną „parapetówkę”. Mieszkanie nie było nasze, ale za granicą szczególnie, każdy sposób aby się spotkać jest dobry.

Dostałam wówczas w prezencie, dwa storczyki. Kwitły właśnie, miały dużo pięknych kwiatów na swoich łodyżkach. Bardzo mi się spodobały.

Znalazłam dla nich miejsce na przyciemnionym parapecie – według polecenia. W głowie miałam myśli, że to są wymagające kwiaty – a, że ręki do kwiatów nigdy nie miałam, byłam ciekawa co z tego wyniknie.

Kwiaty szybko przekwitły a piękne storczyki zamieniły się w sterczące badyle – serio, tak wyglądały.

Półtora roku tak stały, już sama nawet żartowałam z siebie, że u złych ludzi kwiaty nie rosną – oczywiście wiedząc, że to nie prawda (bo rosną J).

Jakoś tak sobie wmówiłam, że one muszą być chore. Stoją przecież na oknie, ale nie mają non stop światła, odżywkę dodawałam do wody, przycięłam je - jak kazano i nie przelewałam.

Nic nie pomagało – suche badyle.

Pytałam się o poradę mamy i bratowej. Obie miały storczyki i mówiły mi co robią, że u nich kwitną. Dalej nic.

Pewnego dnia, frustracja sięgnęła zenitu. Wyniosłam je na śmieci. Postawiłam obok śmietników – nie miałam serca wrzucić ich do kosza i odeszłam.

Czułam się z tym źle.

Po kilku godzinach, wróciłam pod śmietniki. Ciągle tam stały.

Wzięłam je z powrotem.

Ciekawe czy ktoś to widział. To moje wynoszenie ich i przynoszenie.

Dobrze, że nie przyjechali po śmieci.

I znowu stały na parapecie te moje badyle.

Ale nie chciałam ich wyrzucać. Nie kolejny raz.

Po kilku miesiącach, przeprowadzaliśmy się ponownie. Zastanawiałam się czy je brać ze sobą. Wzięłam.

Postawiłam na oknie w łazience. Na urodziny od brata i bratowej dostałam trzeciego. Stały razem, dwa badyle i ten nowy, kwitnący.

Cierpliwie czekałam na to aż coś się zadzieje. Był marzec. Już nawet przestałam o tym myśleć.

We wrześniu zobaczyłam, że dwa storczyki wypuszczają nowe zielone gałązki.

W listopadzie zakwitły – nieśmiało, delikatnie. Kilka kwiatów. Piękne moje.

Jakież było moje szczęście. Moje kwiaty. Te ze śmietnika - zakwitły.

Może zmieniło się otoczenie, może dostawały więcej /mniej światła. Może woda inna...

Nie liczyło się nic, ważne, że kwitły. Zastanawiałam się nad tym, jak to możliwe, że z takich strąków, mogą narodzić się takie piękne kwiaty.

Mija już któryś rok jak kwitną. Wiem, że po opadnięciu kwiatów, muszę chwilę poczekać na nową turę. Wiem, że zakwitną ponownie.

Za każdym razem cieszę się jak małe dziecko.

Oto cała historia.



I co z tego? Ktoś zapyta.


Otóż to, że czasem wydaje mi się, że z pewnych działań, z pewnych ludzi nic już nie będzie.

Relacje, plany - należy wynieść do śmietnika, zrobić jak to się mówi „miejsce na nowe”.

Może i w tym jest prawda jakaś, jednak ja po tym doświadczeniu z kwiatami wiem, że nawet z niczego może pojawić się coś tak pięknego jak kwiat.

Może czasem trzeba napić się innej wody, może pooddychać innym powietrzem, może trzeba po prostu przeczekać suszę.

Wyobraźcie sobie, ile w nas może być takich ukrytych kwiatów. I chociaż czasem ktoś chce nas wynieść na śmietnik, nie pozwólmy sobie wmówić, że nic z nas nie będzie.

Mówię, Wam! Byłam przekonana na 10000%, że te kwiaty już nigdy nie zakwitną. A jednak.

I najśmieszniejsze jest to, że nic nie zmieniłam w pielęgnacji. Zmieniło się tylko otoczenie kwiatów.

Tu może był pies pogrzebany, może zmiana środowiska zmieniła ich wnętrze, a może przestraszyły się wyniesienia na śmietnik po raz kolejny.

Czasem po głowie chodzi mi myśl, czy jakby je zabrała śmieciarka i znalazły się na wysypisku śmieci, to czy by tam zakwitły?

Nie ma teraz to większego znaczenia. Mieszkają ze mną w domu (przepraszam, jeśli kogoś razi moja antropomorfizacja), są członkami naszego domu – jakkolwiek to brzmi.

Piękne są i szczerze zachwycam się nimi za każdym razem jak na nie patrzę.

Tak więc kochani, jeśli sami myślicie o sobie jak o takich badylach albo jest coś co was przytłacza to pamiętajcie, że oprócz tej uschniętej gałązki, w środku Was jest wiele nie wyrośniętych jeszcze kwiatów.


Pozwólmy im zakwitnąć, a jak już to się wydarzy to czekajmy cierpliwie na to co będzie później. Możliwe, że przekwitną – ale pojawią się znowu. Obiecuję.


Cudownej niedzieli Wam życzę.




© 2023 by Closet Confidential. Proudly created with Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now